Abp Henryk Jagodziński o Śp. ks. Waldemarze Tłomaku: Chrystus był centrum jego życia

„Chrystus był centrum jego życia. Nie tylko tematem głoszonych kazań, nie tylko obowiązkiem kapłańskiej posługi, ale żywą Osobą” – mówił abp Henryk M. Jagodziński, Nuncjusz Apostolski w Republice Południowej Afryki, Lesotho, Namibii, Eswatini i Botswanie, podczas Mszy św. sprawowanej za Śp. ks. Waldemara Tłomaka w kościele św. Idziego w Zborówku. W Eucharystii uczestniczyli koledzy kursowi zmarłego kapłana.

Nuncjusz przypomniał, że nie mógł uczestniczyć w uroczystościach pogrzebowych ks. Tłomaka, które odbyły się 1 października ubiegłego roku w rodzinnej parafii zmarłego. – Przychodzę dziś tutaj, do miejsca, gdzie wszystko się rozpoczęło: gdzie dojrzewało jego powołanie, gdzie rodziło się pragnienie ołtarza i służby Chrystusowi, aby sprawować Najświętszą Ofiarę Mszy Świętej i modlić się za niego – powiedział abp Jagodziński.

Wspominał także spotkanie kolegów kursowych podczas rekolekcji z okazji 30. rocznicy święceń kapłańskich w Klosterneuburgu. – Rozmawialiśmy, modliliśmy się, wspominaliśmy drogę kapłańskiego życia. Trudno uwierzyć, że od tamtego spotkania nasze następne spotkanie będzie już „po tamtej stronie”, w domu Ojca – mówił nuncjusz.

Nawiązując do Ewangelii, podkreślił, że „nie da się zamknąć Chrystusa w księdze” ani „wyczerpać tajemnicy Jezusa”. – Zawsze pozostaje coś więcej do odkrycia – zaznaczył.

Odnosząc się do choroby i cierpienia śp. ks. Tłomaka, abp Jagodziński mówił, że „cierpienie często odsłania prawdę o człowieku”. – W chwilach słabości odpada to, co powierzchowne. I wtedy widać, na czym naprawdę człowiek zbudował swoje życie. W jego życiu było widać oparcie w Chrystusie. Było widać kapłana, który ufa Panu także wtedy, gdy nie rozumie do końca Jego planów – podkreślał.

Kapłaństwo zmarłego duchownego nazwał „drogą nieustannego zbliżania się do Chrystusa”. – Dzisiaj my, którzy pozostajemy jeszcze po tej stronie wieczności, słyszymy bardzo osobiste pytanie: czy Chrystus naprawdę jest w centrum mojego życia? Czy jest Kimś żywym, czy tylko religijnym wspomnieniem? Czy pozwalam Mu prowadzić siebie także wtedy, gdy droga staje się trudna? – pytał nuncjusz.

Zaznaczył również, że Eucharystia nie jest jedynie wspomnieniem zmarłego kapłana, lecz „spotkaniem z żyjącym Chrystusem”. – Tym samym Chrystusem, któremu Waldemar zaufał w dniu święceń, którego głosił przez lata i którego – wierzymy – ogląda już teraz twarzą w twarz – powiedział abp Jagodziński.

Ks. Waldemar Tłomak urodził się 11 maja 1968 r. w Zborówku. Zmarł 28 września 2025 r. po krótkiej i ciężkiej chorobie. Został pochowany na cmentarzu parafialnym w Zborówku.

Zborówek należy do najważniejszych ośrodków drewnianej architektury sakralnej w Polsce. Obecny kościół św. Idziego, według relacji Jana Długosza, został wzniesiony w 1459 r., co potwierdza napis na belce tęczowej. Tradycja mówi jednak, że pierwszy kościół w tej miejscowości miał zostać ufundowany przez Władysława Hermana jako wotum za narodziny syna, Bolesława Krzywoustego, a parafia mogła istnieć już w XII wieku.

tekst za: ekai.pl

_________________

HOMILIA ARCYBISKUPA NUNCJUSZA 
Parafia św. Idziego wZborówku,
Msza św. w intencji ks. Waldemara Tłomaka, 23 maja 2026.

Drodzy Bracia i Siostry, nie mogłem towarzyszyć ks. Waldemarowi w jego ostatniej drodze podczas uroczystości pogrzebowych w rodzinnej parafii 1 października ubiegłego roku. Przychodzę dziś tutaj, do miejsca, gdzie wszystko się rozpoczęło: gdzie dojrzewało jego powołanie, gdzie rodziło się pragnienie ołtarza i służby Chrystusowi, aby sprawować Najświętszą Ofiarę Mszy Świętej i modlić się za niego.

Jeszcze rok temu byliśmy razem na rekolekcjach kapłańskich z okazji trzydziestej rocznicy święceń kapłańskich w Klosterneuburgu. Rozmawialiśmy, modliliśmy się, wspominaliśmy drogę kapłańskiego życia. Trudno uwierzyć, że od tamtego spotkania nasze następne spotkanie będzie już „po tamtej stronie”, w domu Ojca.

A jednak właśnie w tej chwili Kościół daje nam słowo niezwykle mocne i pełne nadziei. Dzisiejsza Ewangelia prowadzi nas do ostatnich zdań Ewangelii św. Jana. To szczególny moment: Jan kończy swoją opowieść o Jezusie, a jednocześnie pozostawia nas wobec tajemnicy, która nigdy się nie kończy.

Słyszeliśmy słowa: „Ten właśnie uczeń daje świadectwo o tych sprawach i on je opisał. A wiemy, że świadectwo jego jest prawdziwe” (J 21,24). Jan przedstawia siebie jako „ucznia, którego miłował Jezus”. Nie mówi najpierw o swojej godności, zasługach czy wielkości. Najgłębszą prawdą o sobie widzi w tym, że był umiłowany przez Chrystusa. To jest fundament chrześcijaństwa: nie to, że człowiek pokochał Boga, ale że Bóg pierwszy umiłował człowieka.

I właśnie dlatego świadectwo Jana jest wiarygodne. On nie głosi idei. On daje świadectwo Osobie. On mówi o Kimś, kogo spotkał, kogo słuchał, z kim szedł przez życie.

Święty Jan napisał swoją Ewangelię pod natchnieniem Ducha Świętego po to, aby umocnić naszą wiarę w Jezusa Chrystusa — w to, co uczynił i czego nauczał. Ale jeszcze bardziej po to, abyśmy poznając Jezusa, pozwolili Mu stać się centrum naszego życia.

I dziś, myśląc o ks. Waldemarze, trzeba powiedzieć jasno: Chrystus był centrum jego życia. Nie tylko tematem głoszonych kazań, nie tylko obowiązkiem kapłańskiej posługi, ale żywą Osobą, dla której oddał swoje życie.

Szczególnie mocno objawiło się to w ostatnich miesiącach jego ziemskiej drogi. Cierpienie często odsłania prawdę o człowieku. W chwilach słabości odpada to, co powierzchowne. I wtedy widać, na czym naprawdę człowiek zbudował swoje życie. W jego życiu było widać oparcie w Chrystusie. Było widać kapłana, który ufa Panu także wtedy, gdy nie rozumie do końca Jego planów.

Dzisiejsza Ewangelia kończy się niezwykłym zdaniem: „Jest ponadto wiele innych rzeczy, których Jezus dokonał, a gdyby je szczegółowo opisywać, to sądzę, że cały świat nie pomieściłby ksiąg, które by trzeba napisać” (J 21,25). Jakby Jan chciał powiedzieć: nie da się zamknąć Chrystusa w księdze. Nie da się wyczerpać tajemnicy Jezusa. Zawsze pozostaje coś więcej do odkrycia.

Pięknie wyraził to błogosławiony papież Paweł VI, mówiąc, że kiedy człowiek naprawdę zacznie interesować się Jezusem Chrystusem, nie jest już w stanie się od Niego oderwać. Zawsze pozostaje coś więcej do poznania, głębia większa niż nasze rozumienie, światło większe niż nasze serce. Chrystus nigdy się nie kończy.

I może właśnie dlatego śmierć człowieka wierzącego nie jest końcem. Jest przejściem ku Temu, którego poznawaliśmy przez całe życie, ale którego pełnię zobaczymy dopiero twarzą w twarz.

Kapłaństwo ks. Waldemara było drogą nieustannego zbliżania się do Chrystusa. Eucharystia, sakramenty, głoszenie słowa, spotkania z ludźmi — wszystko miało jeden cel: prowadzić do Jezusa.

Dzisiaj my, którzy pozostajemy jeszcze po tej stronie wieczności, słyszymy bardzo osobiste pytanie: czy Chrystus naprawdę jest centrum mojego życia? Czy jest Kimś żywym, czy tylko religijnym wspomnieniem? Czy pozwalam Mu prowadzić siebie także wtedy, gdy droga staje się trudna? Bo tylko Chrystus daje człowiekowi życie silniejsze niż śmierć. Tylko On może powiedzieć: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem”.

Drodzy Bracia i Siostry, modląc się dziś za śp. ks. Waldemara, dziękujemy Bogu za jego kapłaństwo, za świadectwo wiary, za dobro, które pozostawił w sercach ludzi. Ale jednocześnie prosimy, aby jego życie stało się dla nas przypomnieniem tego, co najważniejsze: że wszystko na tym świecie przemija, tylko Chrystus pozostaje.

I dlatego Eucharystia, którą dziś sprawujemy, nie jest jedynie wspomnieniem zmarłego kapłana. Jest spotkaniem z żyjącym Chrystusem. Tym samym Chrystusem, któremu Waldemar zaufał w dniu święceń, którego głosił przez lata i którego — wierzymy — ogląda już teraz twarzą w twarz. Amen.