Relacja Nuncjusza w RPA: Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny w południowej Afryce

Pierwsze dwa dni listopada przeżyłem w tym roku pośród ludzi, których łączyła modlitwa i pamięć o tych, którzy odeszli. Włoski cmentarz wojskowy Zonderwater, parafialna świątynia w Johannesburgu i kaplica Nuncjatury Apostolskiej w Pretorii stały się kolejnymi miejscami spotkania z tajemnicą świętych obcowania. Każda z tych celebracji miała własny charakter. Wszystkie przypominały jednak tę samą prawdę: w Chrystusie miłość sięga dalej niż nasze ziemskie rozstania, a nadzieja zmartwychwstania pomaga z większą troską patrzeć na człowieka, który żyje obok nas.

W niedzielny poranek 1 listopada 2026 roku, w uroczystość Wszystkich Świętych, wraz z ks. prałatem Giacomem Antonicellim, sekretarzem Nuncjatury Apostolskiej, udałem się do Zonderwater, niedaleko Pretorii. Przewodniczyłem tam Mszy świętej na włoskim cmentarzu wojskowym, a po jej zakończeniu pobłogosławiłem groby. W tym miejscu modlitwa za zmarłych ma szczególną wymowę. Spoczywają tu ludzie, których wojna oddaliła od ojczyzny i najbliższych, a którym nie było dane powrócić do rodzinnych domów.

Od kwietnia 1941 do stycznia 1947 roku przez obóz w Zonderwater przeszło ponad sto tysięcy włoskich żołnierzy, wziętych do niewoli na frontach Afryki Północnej i Wschodniej. Był to największy obóz jeniecki zbudowany przez aliantów podczas drugiej wojny światowej. Za tą liczbą kryły się osobne ludzkie losy: synowie, mężowie i ojcowie, pozostawione rodziny, przerwane plany. Dla każdego z jeńców oddalenie miało własne imię i twarz kogoś, za kim tęsknił.

Historia Zonderwater zachowała również świadectwo niezwykłej siły ludzkiego ducha. Początkowe miasto namiotów przekształciło się z czasem w rozległy obóz z zabudowaniami z czerwonej cegły i drewna. Pośród doświadczenia niewoli jeńcy organizowali szkoły, uczyli czytać i pisać, zdobywali umiejętności zawodowe. Powstawały biblioteki, teatry, zespoły muzyczne i warsztaty. Rozwijano sport, zapewniano opiekę medyczną i duszpasterską. Nauka, praca i twórczość pomagały podtrzymywać godność oraz odnajdywać sens kolejnego dnia oczekiwania.

Ważne miejsce w tej historii zajmuje południowoafrykański komendant, pułkownik Hendrik Prinsloo, zapamiętany ze swego człowieczeństwa. Pomoc niosły organizacje humanitarne i włoska społeczność w Afryce Południowej. Sami jeńcy również wspierali się nawzajem. Patrząc na ich dzieje, można dostrzec, jak wiele znaczy obecność człowieka, który w trudnym położeniu potrafi powiedzieć drugiemu: twój los mnie obchodzi. Taka solidarność pozwala ocalić nadzieję nawet wtedy, gdy odzyskanie wolności pozostaje odległe.

Homilię podczas naszej celebracji wygłosił ks. prałat Giacomo Antonicelli. Zwrócił uwagę na słowo „my”, obecne w liturgii Wszystkich Świętych. Jesteśmy dziećmi Bożymi, powołanymi do wspólnej drogi i do wiecznej komunii z Bogiem. Każdy pozostaje niepowtarzalną osobą, znaną i kochaną przez Pana, a zarazem potrzebuje innych. Wojna rozrywa więzi; chrześcijańska miłość każe je cierpliwie odbudowywać. Kaznodzieja przypomniał błogosławieństwo obiecane cichym, miłosiernym i tym, którzy wprowadzają pokój. To wezwanie zabrzmiało szczególnie mocno pośród grobów ofiar wojny.

Na zakończenie uroczystości z helikoptera południowoafrykańskich sił powietrznych zrzucono kwiaty na groby. Ten gest wdzięcznej pamięci towarzyszył modlitwie za ludzi, którzy pozostali na afrykańskiej ziemi. Z dala od ojczyzny zmarłych otaczała tego dnia wspólnota modlitwy. Ich imiona i ich cierpienie pozostawały ważne dla tych, którzy przyszli powierzyć ich Bożemu miłosierdziu.

Po południu udałem się do parafii Our Lady of the Wayside w Maryvale w Johannesburgu. Na zaproszenie jej proboszcza, ks. prałata Simona Donnelly’ego, przewodniczyłem uroczystym nieszporom i poświęciłem odnowione organy. Towarzyszył mi ks. prałat Giacomo Antonicelli. Wśród uczestników był również pan Livio Spadavecchia, konsul generalny Włoch w Johannesburgu. Po porannej modlitwie na cmentarzu przyszło nam wspólnie przeżywać radość Kościoła wielbiącego Boga za wszystkich zbawionych.

Spotkanie rozpoczęło się o godzinie 16.30 koncertem organowym Michaela Burrella, organisty parafii Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Rosebank. Zabrzmiały utwory Rema Giazotta, Césara Francka i Jana Sebastiana Bacha. Wśród nich znalazła się Sonatina z kantaty „Gottes Zeit ist die allerbeste Zeit” — „Czas Boży jest najlepszym czasem”. W perspektywie listopadowej zadumy tytuł ten zapraszał do ufności: również nasze oczekiwanie, trud i rozstania możemy składać w ręce Boga.

O godzinie 17.30 rozpoczęliśmy uroczyste II nieszpory Wszystkich Świętych. Śpiew psalmów i brzmienie organów pomagały włączyć własne życie w modlitwę całego Kościoła. Wybrzmiewało w niej zarówno dziękczynienie, jak i doświadczenie ludzkiej słabości. W takich chwilach szczególnie wyraźnie odczuwamy, że otrzymaliśmy wspólny język modlitwy. Psalmami modlili się przed nami ludzie, którzy znali radość i lęk, cierpieli, tracili bliskich, a mimo to powierzali się Panu.

W homilii nawiązałem do słów św. Pawła: „My jesteśmy świątynią Boga żywego”. Odnowienie instrumentu stało się sposobnością, aby prosić także o odnowę serc. Pragnąłem przypomnieć, że w modlitwie nigdy nie jesteśmy sami. Gdy trudno znaleźć własne słowa, niesie nas modlitwa Kościoła. Gdy wiara słabnie pod ciężarem doświadczeń, wspierają nas świadectwa świętych. Przeżywane cierpienie nie oznacza opuszczenia przez Boga. Można stanąć przed Nim z pytaniami, ze zmęczeniem, nawet ze łzami, ufając, że Chrystus rozumie zranione serce.

Różnorodność głosów organowych przywoływała obraz wspólnoty, w której każdy ma swój dar i swoje miejsce. Jedni prowadzą śpiew, inni odwiedzają chorych, uczą dzieci albo troszczą się o świątynię. Są także osoby, których wiernej modlitwy prawie nikt nie dostrzega. Ich obecność podtrzymuje życie parafii. Wskazałem, że codzienna świętość dojrzewa przez konkretne wybory: uczciwość, cierpliwe wypełnianie obowiązków, przebaczenie i pomoc potrzebującym. Przywołałem bł. Benedykta Daswę, którego wierność Chrystusowi kształtowała życie rodzinne, pracę i służbę lokalnej społeczności, aż po ofiarę z własnego życia.

Poświęcenie organów było również dziękczynieniem za ludzi, dzięki którym instrument odzyskał swoje brzmienie. Szczególna wdzięczność należała się głównemu darczyńcy, którego rodzina była związana z Maryvale już przed sześćdziesięciu laty, oraz dwóm pozostałym ofiarodawcom. Wszyscy pragnęli zachować anonimowość. Ich hojność będzie towarzyszyć modlitwie kolejnych pokoleń: dzieci przynoszonych do chrztu, małżonków rozpoczynających wspólne życie, rodzin żegnających swoich zmarłych. W ten sposób dar złożony dyskretnie pozostaje obecny w najważniejszych chwilach ludzkiego życia.

Z wdzięcznością wspominam także muzyków, chór i scholę, w tym Diale Mabitselę i Tariro Makomo, oraz wszystkich przygotowujących liturgię. Po nieszporach zabrzmiało Bachowskie „Preludium i fuga B-dur”. Następnie spotkaliśmy się na poczęstunku w sali parafialnej, przygotowanym dzięki życzliwości Konsulatu Włoch, a szczególnie pana konsula Livia Spadavecchii. Serdeczne rozmowy pozwoliły przedłużyć radość wspólnej modlitwy. Wyjeżdżałem z Maryvale wdzięczny za wspólnotę, która troszczy się o piękno liturgii i potrafi dzielić się nim z innymi.

Następnego dnia, 2 listopada, we wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych, o godzinie 11.00 sprawowałem w kaplicy Nuncjatury Apostolskiej w Pretorii Mszę świętą w języku hiszpańskim dla przedstawicieli korpusu dyplomatycznego z krajów hiszpańskojęzycznych. Po niedzielnej uroczystości Wszystkich Świętych zgromadziliśmy się, aby polecać miłosierdziu Boga naszych zmarłych. W niewielkiej kaplicy każdy mógł w ciszy przywołać bliską osobę, której brak wciąż odczuwa, i podziękować za dobro, które od niej otrzymał.

W szczególny sposób modliliśmy się za ofiary katastrofy kolejowej w Hiszpanii, w pobliżu Toledo. Powierzaliśmy Panu zmarłych, ich rodziny, rannych oraz wszystkich niosących pomoc. Nagła śmierć pozostawia po sobie pytania i niedokończone rozmowy. Ktoś oczekiwał powrotu do domu, ktoś planował spotkanie, ktoś liczył na telefon. Wobec takiego bólu potrzeba uważnej obecności i pokornej modlitwy. Kościół staje przy cierpiących i wraz z nimi zwraca się do Tego, który przeszedł przez śmierć i zmartwychwstał.

W homilii przywołałem zapewnienie Jezusa: „Niech się nie trwoży serce wasze”. Te słowa przemawiają do naszej pamięci, w której pozostają twarze rodziców, krewnych, przyjaciół i wszystkich, którzy byli nam bliscy. Przychodzimy do ołtarza z wdzięcznością za ich życie. Przynosimy także to, co boli: pożegnania, których nie zdążyliśmy wypowiedzieć, sprawy wymagające przebaczenia, gesty czułości odłożone na później. Wszystko to możemy powierzyć Chrystusowi, prosząc o miłosierdzie dla zmarłych i pokój dla własnych serc.

Mówiłem również o wartości ludzkiego życia, której nie wyznacza sama liczba przeżytych lat. Ktoś odchodzi za wcześnie, a jednak pozostawia trwały ślad dobra. Wspominamy jego życzliwość, pracowitość, gotowość do pomocy. Pan zna także dobro, którego nie zauważył żaden człowiek: ukryte wyrzeczenia, trud podejmowany dla rodziny, modlitwę wypowiadaną w samotności. Dlatego z ufnością prosimy, aby przebaczył naszym zmarłym grzechy, oczyścił ich i przyjął do swojego pokoju. Powierzamy Mu całe ich życie, wraz z jego wielkością i kruchością.

Chrześcijańska nadzieja pozwala płakać. Czasem wyraża się tylko krótkim wołaniem: „Panie, podtrzymaj mnie, bo dziś trudno mi iść dalej”. Takie słowa również są modlitwą wiary. Jej oparciem jest żyjący Chrystus, który oddał za nas życie. Jemu powierzamy tych, których nie możemy już objąć. Ofiarowana za nich Eucharystia, modlitwa i dzieła miłosierdzia stają się wyrazem miłości, która trwa. Nawet daleko od rodzinnych grobów, przed ołtarzem możemy przeżywać bliskość ze zmarłymi i prosić o ich wieczne szczęście.

Obietnica Jezusa o domu Ojca ma szczególną wymowę dla ludzi pełniących misję dyplomatyczną. Znamy rozstania i odległość od najbliższych, zmiany miejsca zamieszkania oraz radość przybycia tam, gdzie ktoś na nas czeka. Chrystus mówi, że przygotowuje nam miejsce u Ojca. W tej obietnicy odnajdujemy nadzieję dla naszych zmarłych i dla siebie. Pomaga ona również pełniej dostrzegać ludzi powierzonych naszej trosce. Za każdą wiadomością o tragedii, za raportem i decyzją pozostaje konkretna osoba, rodzina oczekująca pomocy, człowiek potrzebujący pocieszenia.

Kiedy obejmuję myślą te dwa listopadowe dni, powracają groby w Zonderwater, modlitwa śpiewana w Maryvale i cisza kaplicy Nuncjatury. Pamięć o zmarłych prowadziła nas ku wdzięczności, a wdzięczność ku większej odpowiedzialności za tych, którzy nadal są przy nas. Pozostaje czas na odwiedziny, na słowo podziękowania, na pojednanie. Chciałbym, aby owocem tych celebracji była właśnie taka gotowość serca. Zmarłych powierzamy miłosierdziu Boga, a sami uczymy się kochać uważniej, z nadzieją, że po zakończeniu naszej ziemskiej drogi Pan przyjmie nas do swojego domu.

✠ Henryk M. Jagodziński
NUNCJUSZ APOSTOLSKI W RPA, LESOTHO, NAMIBII, ESWATINI i BOTSWANIE

Pretoria, dnia 2 listopada 2026 r.